„Historia pszczół” Mai Lunde: Szykujmy się na kataklizm.

Od jakiegoś czasu na mojej liście książek do przeczytania znajdowała się „Historia pszczół” norweskiej pisarki Mai Lunde. W ostatnich dniach wreszcie wpadło w moje ręce polskie wydanie tej powieści, w przekładzie autorstwa Anny Marciniakówny. Bardzo szybko uporałam się z tym dziełem, jako że jest to książka, którą czyta się gładko, szybko, z łatwością. Niech ten opis Was jednak nie zmyli. „Historia pszczół” traktuje o bardzo poważnym problemie, który dotyczy każdego z nas, bez żadnych wyjątków.

Akcja powieści toczy się w trzech różnych, odległych od siebie miejscach i epokach wokół trzech pozornie niezwiązanych ze sobą postaci. I tak podróżujemy w czasie do XIX-wiecznej Anglii, gdzie poznajemy Williama – niespełnionego naukowca i ojca licznej rodziny, przytłoczonego prozą życia i cierpiącego na depresję, który pewnego dnia przypomina sobie o swych dawnych ambicjach i odkrywa nowe pokłady energii i pasji. Równolegle, autorka przedstawia nam George’a, energicznego Amerykanina w średnim wieku, żyjącego w czasach nam współczesnych. George to dość porywczy i konserwatywny człowiek, który nie może pogodzić się z tym, że jego jedyny syn ma inne plany na życie niż kontynuowanie rodzinnego biznesu.  I wreszcie trzecia postać, czyli Tao – młoda żona i matka, żyjąca w Chinach w roku 2098.  Wiedzie ona dość monotonne, przepełnione ciężką pracą i rutyną życie. Pewnego dnia jednak dramatyczne wydarzenie wywraca jej świat do góry nogami…

Co w takim razie łączy tych, zdawałoby się zupełnie różnych, bohaterów? Po pierwsze, uniwersalność ich historii. Każda z trzech postaci zmaga się bowiem z trudami życia codziennego, cierpi z powodu zawiedzionych ambicji, snuje nierealistyczne plany wobec swoich dzieci, działa pod wpływem impulsu… Jednak głównych spoiwem tych trzech opowieści są pszczoły, ponieważ losy tych niepozornych stworzeń są ściśle powiązane z losami ludzi, niezależnie od czasu i miejsca.  William jest bowiem naukowcem badającym zwyczaje pszczół i pracującym nad nowym modelem ula. George jest z zawodu pszczelarzem, podobnie jak wiele pokoleń mężczyzn z jego rodziny. Tao natomiast pracuje przy ręcznym zapylaniu drzew owocowych. Dlaczego musi to robić? Ponieważ przyszło jej żyć w czasach po tak zwanej Zapaści, która dotknęła świat w połowie stulecia i w wyniku której na naszej planecie nie ma już ani jednej pszczoły…

„(…) uczyłam się naszej historii. Dowiadywałam się o masowym ginięciu owadów zapylających, o podnoszeniu się poziomu mórz, o globalnym ociepleniu, o katastrofach termojądrowych i o tym, że dawne supermocarstwa, USA i Europa, które utraciły wszystko w ciągu kilku lat, nie były w stanie się dostosować i teraz popadły w najgłębszą nędzę, a ludność została mocno zredukowana. Natomiast my tutaj, w Chinach, poradziliśmy sobie. Komitet, czyli najwyższy organ partii, skuteczne kierownictwo naszego kraju, przeprowadził nas przez Zapaść twardą ręką, podejmując szereg decyzji, których ludzie często nie rozumieli, ale nie mieli też okazji o nie pytać.”

Książka napisana jest bardzo nieskomplikowanym językiem, chciałoby się wręcz rzec dziecinnie prostym. Oczywiście, możemy to oceniać jedynie przez pryzmat polskiego tłumaczenia, ale biorąc pod uwagę, że Maja Lunde tworzy najczęściej literaturę dla dzieci i młodzieży, wydaje się naturalne, że taki styl jej odpowiada i czuje się w nim swobodnie.  Nie jest to raczej literackie arcydzieło, które oczaruje nas błyskotliwymi grami słownymi, skomplikowaną psychologią postaci czy zaskakującymi metaforami i porównaniami.  Czy mimo to warto sięgnąć po tę powieść? Jak najbardziej tak!

Po pierwsze, historie trzech głównych bohaterów absorbują czytelnika od samego początku. Z niecierpliwością odwracałam kolejne strony powieści, chcąc dowiedzieć się, jak potoczą się ich dalsze losy. Ich problemy i emocje są na tyle uniwersalne, że bardzo łatwo się z nimi identyfikować. Po drugie, książka zawiera wiele przystępnie i ciekawie napisanych informacji na temat życia i zwyczajów pszczół, pracy pszczelarzy, konstrukcji ula. Autorka umiejętnie wzbudza w czytelniku zachwyt i fascynację tymi świetnie zorganizowanymi miododajnymi stworzeniami. Po trzecie i najważniejsze – zwraca uwagę na ogromny problem, jakim jest masowe ginięcie pszczół, które przecież nie jest wymysłem pisarki. To już się zaczęło i dzieje się nadal. I powinno obchodzić wszystkich. Myślę, że autorka celowo wybrała postaci żyjące w tak odległych epokach i miejscach. Aby podkreślić, że los pszczół, jest tak naprawdę naszym losem i jeśli one wyginą, to konsekwencje poniesie każdy, bez wyjątku.  Świat, w którym przyszło żyć Tao nie musi być wcale wizją rodem z filmów science fiction.  Za jakiś czas może stać się rzeczywistością, a wtedy nie pomogą nam banki, instytucje, korporacje, Facebook czy Google. Zabraknie bowiem tego, co najbardziej podstawowe – żywności.

„Bez pszczół tysiące hektarów uprawnej ziemi leżały odłogiem. Kwitnące pola bez jagód, drzewa bez owoców. Nagle produkty rolne, które dawniej stanowiły codzienne pożywienie, stały się deficytowe: jabłka, pomarańcze, cebula, brokuły, marchew, borówki, orzechy i ziarno kawowe”.

„Produkcja mięsa zmniejszała się od lat trzydziestych XXI wieku, bo podstawowej paszy dla zwierząt domowych nie można było już produkować. Ludzie musieli radzić sobie także bez mleka i sera, również z tego samego powodu – zwierzęta nie miały dość pokarmu. O produkcji biopaliw, które miały zastąpić ropę naftową, trzeba było zapomnieć, bo ona także uzależniona była od zapylania roślin. Powrócono do energii ze źródeł nieodnawialnych, co z kolei pogłębiało globalne ocieplenie”.

„Historia pszczół” to powieść dla wszystkich, nastolatków i dorosłych, miłośników literatury i osób jedynie od czasu do czasu sięgających po książkę. Ze względu na język i sposób narracji, czyta się lekko, nie wymaga szczególnego skupienia czy kontemplacji. Ja przeczytałam ją podróżując do pracy transportem publicznym. Za tą przyjemną formą kryje się jednak poważna i niepokojąca treść, która przez dłuższy czas pozostanie w pamięci. Gwarantuję, że po tej lekturze z wdzięcznością spojrzycie na każdą napotkaną pszczołę i wszystko to, co znajduje się na Waszych stołach – dzięki pracy, którą te pożyteczne stworzenia wciąż jeszcze dla nas wykonują.

Domek dla pszczół w Parku Skaryszewskim w Warszawie
Więcej na ten temat:

https://www.ted.com/talks/marla_spivak_why_bees_are_disappearing

https://www.ted.com/talks/dennis_vanengelsdorp_a_plea_for_bees

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook