„Overbooked”. Recenzja książki Elizabeth Becker.

“Overbooked. The exploding business of travel and tourism” to dzieło obsypanej nagrodami amerykańskiej dziennikarki i dawnej korespondentki New York Times’a. Według mnie – pozycja obowiązkowa dla wszystkich zainteresowanych kwestiami zrównoważonej turystyki i odpowiedzialnego podróżowania. Jeśli zdecydujesz się poświęcić nieco czasu na jej przeczytanie, gwarantuję, że następne wakacje zaplanujesz w sposób bardziej niż do tej pory przemyślany. Zamiast ochoczo zaliczać kolejne punkty z listy „must see”, może poszukasz mniej oczywistych alternatyw?

Są takie miejsca, o których mówi się, że „trzeba je zobaczyć”. Obowiązkowo. Wieża Eiffel’a w Paryżu, Wenecja, świątynia Angkor Wat w Kambodży, Machu Picchu… Przykłady można mnożyć. Żyjemy w czasach, w których coraz więcej osób ma możliwość odwiedzenia tych niegdyś romantycznych i niedostępnych miejsc. To, co dawniej było zajęciem dla wybranych, stało się rozrywką dla tłumów. To dobrze, myślimy sobie, bo podróże kształcą, więc miło, że coraz więcej osób może się w ten sposób intelektualnie ubogacić. To korzystne także dla miejscowych, bo dzięki turystyce mają pracę i zarabiają pieniądze. Prawda jest jednak o wiele bardziej złożona. Turystyka, która jest obecnie jedną z najważniejszych gałęzi światowej gospodarki, a w pewnych krajach wręcz podstawą egzystencji, staje się jednocześnie przyczyną dewastacji środowiska, wyzysku miejscowych pracowników, kulturalnego zubożenia, wzrostu cen…

O książce

Autorka „Overbooked” na jej napisanie poświęciła aż 5 lat. Książka to owoc długoletnich podróży, analizowania materiałów dostępnych w archiwach Światowej Organizacji Turystyki i bibliotek w miejscach takich jak siedziba National Geographic. Również niezliczonych wywiadów i rozmów z pracownikami branży turystycznej, właścicielami biznesów okołopodróżniczych i mieszkańcami obleganych przez turystów miejsc. Dzięki takiemu sumiennemu i wieloaspektowemu podejściu powstało istne kompendium wiedzy o wpływie, jaki turystyka wywiera na środowisko i lokalne społeczności w różnych zakątkach naszego globu. W większości przypadków sprawa przedstawia się dość przygnębiająco.

Każdy rozdział książki to podróż do innego kraju, regionu lub miasta. Nie dam rady omówić tu wszystkich, ale powiem, które najbardziej mnie zainteresowały czy zaszokowały.

Wymarłe miasto

Po pierwsze, Wenecja. Miasto, które w wyobrażeniach wielu osób jawi się jako kwintesencja romantyzmu i wszelkiego czaru już dawno przestała być tym utopijnym miejscem. Zamiast tego w jej miejscu pojawił się skansen, którego zwiedzanie cieszy naiwnych turystów, ale dla „rdzennych” mieszkańców miasta nie ma już w nim miejsca. Zostali wygnani z domów przez rosnące czynsze i ceny życia w ogóle. Tam, gdzie dawniej były ich domy czy rodzinne firemki, mamy obecnie luksusowe butiki znanych światowych marek. Niektóre fabryki wyrabiające kiedyś słynne szkło Murano podupadły i zostały wykupione i przerobione na ekskluzywne hotele, należące do międzynarodowych sieci. Miejscowe sklepiki są pełne luksusowych dóbr oraz pamiątek rodem z Chin. A zwykli mieszkańcy nie mają gdzie kupić podstawowych produktów żywnościowych w przystępnych dla nich cenach.

Dwa oblicza Dubaju

Dalej mamy Dubaj. To wzniesione pośrodku pustyni supermiasto, dla wielu jest synonimem bogactwa i splendoru. Zdaje się mówić całemu światu: „Możemy wszystko, niczego od was nie potrzebujemy.” Dubaj kusi turystów plażami, luksusowymi sklepami, polami golfowymi, wyścigami konnymi, a nawet stokami narciarskimi. Miejscowym władzom zależy na tym, by Dubaj jawił się jako miejsce otwarte i kosmopolityczne. Wykazują też wielką troskę o środowisko, organizując konferencje poświęcone odpowiedzialnej turystyce. Inwestują także w alternatywne formy pozyskiwania energii – słoneczną, wiatrową i nuklearną. To wszystko tylko pozory. Potęgę Dubaju tworzą – w zasadzie – niewolnicy. Pracownicy budowlani to tutaj ubodzy mieszkańcy Indii, Pakistanu, Sri Lanki czy Bangladeszu. Wyzyskiwani przez sprytnych pracodawców , pracujący i mieszkający w fatalnych i zagrażających życiu i zdrowiu warunkach. Zanieczyszczenia generowane przez tego urbanistycznego giganta powodują co roku śmierć ogromnej liczby ryb w rzece Dubai Creek (100 ton w 2009 roku). Konstrukcja sztucznej wyspy, na której następnie wybudowano hotel Atlantis przyczyniła się do zniszczenia jedynej lokalnej rafy koralowej, jak również miejsc, w których kiedyś gnieździły się żółwie. Interesujące (i smutne) jest także to, jak turystyczny i globalny charakter miasta wpływa na zubożenie lingwistyczne tamtejszej ludności. Młodzi mieszkańcy Dubaju żyjąc w tak światowym miejscu posługują się głównie angielskim – jest to jednak angielski bardzo uproszczony, dostosowany do potrzeb komunikacji w podstawowych, życiowych sytuacjach. Jednocześnie zaniedbują ojczysty język arabski i w ten sposób nie władają w pełni ani jednym, ani drugim. Życie w turystycznym, kosmopolitycznym miejscu pozbawiło ich istotnej części tożsamości – własnego języka.

Niezdrowa fascynacja

Wreszcie, Kambodża. Na jej przykładzie autorka omawia zjawisko „mrocznej turystyki”. Chodzi w nim o to, że masy turystów ciągnie obecnie w miejsca, gdzie w przeszłości dochodziło do zbrodni ludobójstwa. Obozy koncentracyjne w Polsce i Niemczech, Kigali w Rwandzie, Sarajewo w Bośni. Jednym z takich miejsc są także Pola Śmierci w Kambodży, które również stały się miejscem pielgrzymek rzeszy turystów. Niby chodzi o to, żeby dawnych zbrodni nie zapominać, uświadamiać przybyszów, uczyć się na błędach, itp. Coś jest jednak nie tak. Dlaczego do turystów mogą przemawiać tylko tak drastyczne obrazy? Czy w masowych wizytach nie ma jakiegoś braku szacunku dla zmarłych? Uderzył mnie w szczególności ten fragment książki dotyczący pól śmierci na południe od Phnom Penh:

„Rząd kazał tam wznieść pomnik utworzony z 8985 czaszek zebranych na miejscu zbrodni.  Kości te nigdy nie zostały poddane religijnym obrządkom ani kremacji wymaganych w religii buddyjskiej. Zamiast tego stały się częścią stałej ekspozycji, niektóre z nich zorganizowano według wieku i płci, ale bez podania imion i nazwisk. Brakuje tu atmosfery świętego miejsca – odnosi się wręcz wrażenie całkowitej profanacji.”*

Ochrona dzikiej przyrody

Aby odejść od ponurych tematów, dodam, że w książce nie brak i pozytywnych przykładów. Jednym z nich jest to, jak tworzenie otwartych dla turystów parków narodowych w Afryce pozwala chronić czy odbudowywać populacje niegdyś zagrożonych wyginięciem dzikich zwierząt. Finansowanie takich miejsc i edukacja lokalnych społeczeństw sprawiła, że zabijane niegdyś na masową skalę zwierzęta zostały wreszcie uznane za lokalny skarb, który należy chronić. Również dlatego, że stanowią gratkę dla turystów, którzy za ich obserwowanie gotowi są płacić konkretne pieniądze. A to z kolei pociąga za sobą tworzenie miejsc pracy, zwiększenie szans na edukację dzieci i rozwój miejscowej gospodarki w ogóle.

Dla kogo lektura?

Książka Elizabeth Becker nie jest na pewno lekką, szybką lekturą, którą przeczytacie w dwa dni w autobusie do pracy. Wymaga skupienia, koncentracji i raczej dobrej znajomości angielskiego – niestety, o ile mi wiadomo, polskie tłumaczenie nie istnieje. Mamy tu do czynienia z dziennikarstwem wysokich lotów, dlatego język na pewno nie jest bardzo prosty. Mimo to, jeśli macie możliwość, sięgnijcie po tę książkę. To wartościowa, rzetelna pozycja, która otworzy Wam oczy na aspekty turystyki, na które wcześniej nie zwracaliście uwagi. I być może sprawi, że całkowicie zmieni Wasze nastawienie do podróżowania i podróżnicze priorytety na kolejne lata. Ja po lekturze wiem, że na pewno nie pojadę do Dubaju. Raczej nie odwiedzę też Wenecji. Chciałabym natomiast poszukać bliskich, lokalnych alternatyw, które zapewnią relaks, odpoczynek, a jednocześnie wsparcie dla małych biznesów. Mam nadzieję, że pomogą mi w tym inne książki z mojej noworocznej listy, o których pewnie napiszę za jakiś czas.

*tłumaczenie własne

Więcej na ten temat:

 

2 thoughts on “„Overbooked”. Recenzja książki Elizabeth Becker.”

    1. Tak, tak, czytałam! Zresztą dzięki Twojej recenzji na blogu 🙂 Też bardzo ciekawe i daje do myślenia, choć jednak „Overbooked” wydaje się bardziej wieloaspektowe i obiektywne – Jennie Dielemans trochę tendencyjnie podchodzi do sprawy, wrzucając wszystkich turystów do jednego worka, jako takich bezmyślnych pustaków, a wydaje mi się, że rzeczywistość jest trochę bardziej złożona. Chociaż może to kwestia tłumaczenia, trudno powiedzieć, nie znając oryginału. Aha, no i w „Overbooked” jest większe zróżnicowanie jeśli chodzi o regiony świata i o aspekty sprawy 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *