Szóste wymieranie gatunków

„Rozpoczęło się szóste masowe wymieranie gatunków” – taki oto nagłówek artykułu rzucił mi się w oczy, gdy jakiś czas temu przeglądałam treści dostępne na Facebookowej grupie poświęconej tematyce Zero Waste. Ten tytuł (jak się później okazało – artykułu opublikowanego w Dzienniku Naukowym) zaintrygował mnie i zaniepokoił. „Masowe wymieranie gatunków” – to pojęcie akurat łatwo zrozumieć, nawet nie będąc naukowcem.  Ale dlaczego szóste? Postanowiłam zgłębić temat i tym sposobem w moje ręce trafiła nagrodzona Pulitzerem książka amerykańskiej dziennikarki Elizabeth Kolbert zatytułowana „Szóste wymieranie.  Historia nienaturalna”.

„Szóste wymieranie. Historia nienaturalna” Elizabeth Kolbert. Autorami polskiego tłumaczenia są Tatiana Grzegorzewska i Piotr Grzegorzewski.

Pięć wielkich wymierań…

Jak łatwo się domyślić, masowe wymieranie to nagłe wyginięcie wielkiej liczby gatunków aktualnie żyjących na Ziemi. W historii dziejów naszej planety miało miejsce pięć takich wielkich wymierań: ordowickie, dewońskie, permskie, triasowe i kredowe. Wszyscy chyba kojarzą wymieranie kredowe, w wyniku którego z naszej planety zniknęły – między innymi – dinozaury. W tym wypadku przyczyną wymierania było uderzenie w Ziemię planetoidy. Inne przyczyny wymierań w historii globu to, między innymi, wzmożona działalność wulkaniczna, upadki innych ciał kosmicznych, zmiany klimatyczne. Po każdym z masowych wymierań następowało przetasowanie gatunków. W momencie, gdy większość dominujących gatunków ginęła, te, którym udawało się przeżyć katastrofę będącą przyczyną wymierania – zyskiwały przewagę i ewoluowały.

…czas na szóste

Czym więc jest szóste wymieranie? Według naukowców jest to masowe wymieranie gatunków, spowodowane działalnością człowieka. Epokę w dziejach Ziemi naznaczoną tą właśnie wzmożoną działalnością naukowcy nazwali antropocenem.  Według nich, ludzkie działania i ślad, jaki pozostawiają one po sobie na Ziemi są faktycznie porównywalne z siłą uderzenia planetoidy. Jednym z nich jest Jan Zalasiewicz, którego badania relacjonuje Elizabeth Kolbert w swojej książce:

„Kiedy Jan bada ordowik, próbuje zrekonstruować daleką przeszłość na podstawie fragmentarycznych wskazówek, które przetrwały do naszych czasów: skamieniałości, izotopów węgla, warstw skał osadowych. Jest przekonany, że nawet średnio kompetentny stratygraf będzie mógł z dystansu 100 milionów lat zauważyć, że coś niezwykłego wydarzyło się w czasach, w których żyjemy.  Stanie się tak, nawet jeśli za 100 milionów lat wszystko to, co uważamy za wielkie dzieła człowieka  – rzeźby, biblioteki, pomniki i muzea, miasta i fabryki – zostanie ściśnięte w warstwę osadu nie grubszą niż bibułka papierosa. „Zdążyliśmy już zostawić zapis, który jest nieścieralny”- pisze w swojej książce.

Podróże Elizabeth Kolbert

Książka „Szóste wymieranie” to reportaż, w którym autorka opisuje swoje podróże do miejsc, gdzie masowe wymieranie różnych gatunków zwierząt jest szczególnie widoczne.  Odwiedza ośrodki badawcze i rozmawia z naukowcami w Stanach Zjednoczonych, Szkocji, Nowej Zelandii, Brazylii i na Islandii. Na własne oczy przekonuje się, jak szybko w naszych czasach wymierają liczne gatunki: fauna raf koralowych, ptaki, nietoperze, żaby, nosorożce i wiele innych. Przyczyny ich ginięcia są różne i niezwykle złożone, ale w każdym z przypadków najbardziej prawdopodobnym winnym jest człowiek, który pośrednio lub bezpośrednio przyczynia się do tego stanu rzeczy. Wiele gatunków tępią kłusownicy, inne padają ofiarą powodowanego przez  ludzką działalność globalnego ocieplenia czy zakwaszenia oceanów.

„Około jedna trzecia dwutlenku węgla, który ludzie do tej pory wpompowali w powietrze, została zaabsorbowana przez oceany. To równa się niesamowitej liczbie 150 miliardów ton. Jednak w przypadku większości aspektów antropocenu chodzi nie tylko o skalę zmian, lecz także o ich szybkość. Można tu dokonać porównania z alkoholem (…). Podobnie jak człowiekowi robi różnicę, czy wypije sześciopak piwa w miesiąc, czy w godzinę, tak samo oceanom robi różnicę, czy dwutlenek węgla jest dodawany przez miliony lat czy przez stulecie. Dla oceanów, tak jak dla ludzkiej wątroby, liczy się szybkość.”

Jeszcze inną przyczyną trwającego ginięcia gatunków są podróże. Nieustanne i coraz łatwiejsze przemieszczanie się ludzi między krajami i kontynentami powoduje również ogromne zamieszanie w naturalnych ekosystemach większości miejsc. Wiele gatunków – tak jak opisane w książce nietoperze – ginie z powodu nieznanych dotąd chorób przywleczonych z odległych kontynentów.

„Jedną z ważniejszych cech charakterystycznych antropocenu wydaje się zamieszanie w rozmieszczeniu geograficznym. O ile budowa autostrad, wycinka drzew i uprawa soi tworzą wyspy, które przedtem nie istniały, o tyle światowy handel i podróże powodują coś wręcz przeciwnego: pozbawiają izolacji nawet najodleglejsze wyspy. Proces mieszania się fauny i flory, który z początku odbywał się powoli, wraz z wczesną migracją człowieka, w ostatnich dziesięcioleciach przyśpieszył do takiego stopnia, że w niektórych częściach świata gatunki obce przewyższają liczebnie gatunki rodzime. Szacuje się, że w ciągu jednej doby 10 tysięcy różnych gatunków przewozi się na całym świecie w samej wodzie balastowej. Jeden tankowiec (lub samolot pasażerski) może przekreślić miliony lat izolacji geograficznej. Anthony Ricciardi, specjalista od gatunków introdukowanych z Uniwersytetu McGill, określił obecne przetasowanie fauny i flory mianem „inwazji na masową skalę”. Jego zdaniem to zjawisko nie ma precedensu w historii naszej planety.”

Era gigantycznych szczurów

Nie da się ukryć, że wnioski wypływające z książki są raczej przygnębiające. Dla pocieszenia dodam, że pojawia się też kilka optymistycznych wątków. Autorka spotyka na swej drodze wspaniałych ludzi – naukowców i wolontariuszy, którzy podejmują niejednokrotnie heroiczne działania celem utrzymania przy życiu ginących gatunków. Czy jednak takich ludzi jest na świecie wystarczająco dużo? Czy uda im się ocalić różnorodność gatunków naszej planety? Czy może jednak jest już za późno i jesteśmy na prostej drodze do katastrofy, którą sami wywołaliśmy?

Według niektórych naukowców człowiek także ma duże szanse znaleźć się na liście gatunków, które znikną – albo przynajmniej utracą swoją dominację na Ziemi – w wyniku szóstego wymierania. Zdaniem jednego z badaczy cytowanych w książce nasze miejsce najprawdopodobniej zajmą mistrzowie survivalu – czyli szczury. Dodaje też, że po ewentualnej katastrofie zapewne uda im się ewoluować do znacznie większych rozmiarów niż te, które przybierają obecnie.

Jeśli chcecie się dowiedzieć więcej o gigantycznych szczurach i nie tylko, polecam Wam sięgnąć po książkę Elizabeth Kolbert. Autorka zrobiła naprawdę kawał dobrej roboty przeprowadzając wnikliwe rozmowy ze znawcami tematu ze wszystkich zakątków globu, a także empirycznie badając istniejący stan rzeczy. Robiła to z dużym poświęceniem: nurkując w lodowatym oceanie, eksplorując jaskinie pokryte guanem nietoperzy i podejmując cały szereg równie mało przyjemnych działań.  Książka, mimo poważnej i trudnej tematyki oraz często naukowego języka, jest naprawdę fascynująca i napisana z polotem, a nawet – mimo niewątpliwej powagi sytuacji – z dużą dozą poczucia humoru.

 

comments

  1. Zainteresowałaś mnie bardzo książką, aż sprawdzę, czy jest w mojej bibliotece. Takie książki zazwyczaj wpędzają mnie w przygnębienie, ale jeśli piszesz, że jest odrobina humoru, to spróbuję 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook