O weganizmie bez fanatyzmu. Mądra książka nie tylko dla wegan.

Weganizm to jedna z tych idei, które często wywołują skrajne emocje. Na forach internetowych oraz w tzw. realu przy niejednej okazji toczą się mniej lub bardziej kulturalne potyczki słowne między mięsożercami a przeciwnikami kuchni opartej na produktach zwierzęcych. Każdy chyba weganin czy wegetarianin słyszał przynajmniej raz w życiu żarcik w stylu: „Zjadasz jedzenie mojego jedzenia”, „Marchewka też czuje” bądź podszyte fałszywą troską pytania o stan jego zdrowia (bo przecież jeśli ktoś nie je mięsa, to coś musi z nim być nie tak). Wielu wegan na takie odzywki reaguje wręcz alergicznie. Z kolei wszystkożercy mają serdecznie dość wszechwiedzących wegan, którzy patrzą na nich z poczuciem moralnej wyższości lub psują rodzinne obiadki czy przyjacielskie spotkania roztaczanymi przy stole drastycznymi opisami scen z rzeźni. Przy takim postawieniu sprawy, niejeden mięsożerca prędzej podwoi czy potroi ilość pochłanianego mięsa, żeby tylko dokuczyć nielubianemu weganinowi niż pomyśli nad wpływem swych działań na dobrostan zwierząt, planety czy nawet własnego zdrowia. Do tego dochodzi jeszcze cały wachlarz przypadków z serii „pomiędzy”. Mam tu na myśli konflikty weganie versus wegetarianie bądź też weganie stuprocentowi kontra weganie niewystarczająco dla tych pierwszych wegańscy. Przykłady można by mnożyć. Sama w tym roku miałam okazję uczestniczyć w wegańskim pikniku, w którym udział brali zarówno weganie, jak i wszystkożercy. Miało to być z założenia miłe spotkanie towarzyskie z wegańskim jedzeniem w tle. Wśród uczestników pojawił się pewien przedstawiciel radykalnego wegańskiego aktywizmu, który każdy temat sprowadzał na hodowlę przemysłową i raczej nie zachowywał się w przyjazny sposób wobec osób, które nie deklarowały się jako weganie. Myślę, że swoją postawą niejedną osobę zniechęcił do dalszej eksploracji tematu.

Tym samym idea, w swym założeniu szlachetna, polaryzuje społeczeństwo, a w skrajnych przypadkach powoduje konflikty wśród członków rodzin czy w grupach znajomych. A większości wegan chodzi przecież głównie o jedno – zminimalizowanie (a docelowo wyeliminowanie) cierpienia zwierząt. Oczywiście, osobom wrażliwym na los zwierząt hodowlanych trudno jest się zdystansować i bez emocji podchodzić do tak ważnego tematu. To zrozumiałe. Jednak warto zastanowić się, czy nadmiar negatywnych emocji w jakiś sposób może przysłużyć się sprawie. Czy zwierzęta w jakikolwiek sposób korzystają na naszym wzajemnym niezrozumieniu i wymianie potyczek słownych? Co by było, gdybyśmy w naszym adwersarzu zobaczyli potencjalnego sojusznika, który także, na swój sposób, może pomóc budować świat wolny od bezsensownego cierpienia? Jak przekonać innych do swoich racji, nie zrażając ich jednocześnie do własnej osoby i nie wpędzając w stan frustracji czy w poczucie moralnej niższości? Nad tymi i nad wieloma innymi zagadnieniami zastanawia się Tobias Leenaert w książce How to Create a Vegan World: a Pragmatic Approach (Lantern Press, 2017).*

„How to create a vegan world. A pragmatic approach”. Książka o efektywnym i empatycznym weganizmie autorstwa Tobiasa Leenaerta.

Kilka słów o autorze

Naprawdę nie sądziłam, że jedną z najlepszych książek, jakie w tym roku przeczytam będzie poradnik. I to jeszcze poradnik którego tytuł, na pierwszy rzut ucha, może dla niektórych brzmieć jak ABC fanatyka. A jednak tak się stało i zapewniam Was, że książka „How to Create…” z wegańskim fanatyzmem nie ma nic wspólnego, choć sam Tobias Leenaert to prominentna postać w świecie weganizmu. Pochodzący z Belgii Leenaert to długoletni działacz na rzecz praw zwierząt, współzałożyciel wegańskiej organizacji EVA (Ethical Vegan Alternative) i autor bloga „Vegan Stategist”. 

Sam – oczywiście, jak można się domyślić – jest weganinem, ale daleko mu do szalonego radykała. Jego książka to chyba najbardziej rozsądna, wyważona rzecz na temat weganizmu, jaką zdarzyło mi się w życiu czytać. Przy tym jest też pełna empatii – nie tylko dla zwierząt, ale również dla ludzi myślących i postępujących inaczej.

Droga do Veganville

Leenaert nie ukrywa, że jego marzeniem jest świat, w którym zwierzęta nie są eksploatowane przez ludzi w żadnym celu i wierzy, że kiedyś faktycznie ta wizja się ziści. Jednocześnie zdaje sobie sprawę z tego, że nie stanie się to z dnia na dzień – jak sam mówi, działania na rzecz wegańskiego świata przypominają raczej maraton niż sprint. Aby zilustrować przyświecające mu cele, autor książki wprawadza pojęcie Veganville – fikcyjnego miasta, zamieszkanego przez ludzi w ogóle nie spożywających produktów zwierzęcych. Misją autora jest zaproszenie jak największej liczby osób do przeprowadzki do Veganville. Problem w tym, że miasto położone jest na szczycie wysokiej góry, a droga do niego jest trudna i męcząca. Wiele osób zniechęca trud wędrówki, dlatego też nawet nie próbują jej podjąć, inne z kolei zrezygnują w trakcie i nigdy nie dotrą na szczyt. Co należy więc zrobić, żeby Veganville nie było aż tak trudne do zdobycia?

Jak działać efektywnie?

Z książki Tobiasa Leenaerta dowiecie się między innymi:

Poznacie też wiele ciekawych przykładów przedsiębiorstw, które swój biznes oparły na sprzedaży produktów wegańskich oraz zostaniecie postawieni przed niejedną filozoficzną zagwozdką. Kto bardziej pomaga zwierzętom: stuprocentowy weganin, który nie znosi wszystkożerców czy osoba jedynie ograniczająca użycie produktów zwierzęcych, ale komunikatywna i przyjazna, a tym samym potrafiąca swoją postawą „zarazić” kolejne osoby? To tylko jeden z bardzo wielu opisywanych w książce przykładów.

„Wytykanie wegetarianom niekonsekwencji lub hipokryzji być może niektórych z nich zmotywuje do podjęcia kolejnych, dodatkowych kroków, ale wielu z pewnością poczuje się zniechęconych lub wyobcowanych.  Świetnie ujmuje to Jonathan Safran Foer: „Musimy przestać oczekiwać od ludzi perfekcji, bo to naprawdę odstrasza tych, który w przeciwnym razie chętnie podjęliby jakieś kroki. Ludzie boją się być posądzani o hipokryzję i tego strachu używają jako usprawiedliwienia dla braku jakiegokolwiek działania”. **

 

Dla kogo lektura?

W dzisiejszych czasach półki w księgarniach uginają się wręcz od wszelkiego rodzaju poradników. W wielu przypadkach do ich powstawania dochodzi w podobny sposób. Jakaś osoba zdobywa popularność w sieci, tworząc stronę internetową lub bloga o konkretnej tematyce. Gdy jego miejsce w internecie jest odwiedzane przez dużą liczbę osób, pojawiają się propozycje wydawnicze i internetowy autor pisze książkę, która sprzedaje się w dużym nakładzie. Z moich obserwacji wynika, że tego rodzaju publikacje czasem są rozczarowujące – ponieważ napisanie książki wymaga jednak o wiele wyższych umiejętności literackich niż tworzenie treści internetowych. Nie każdy potrafi i nie każdy powinien pisać książki. Publikacja Tobiasa Leenaerta to zupełnie inny przypadek. Jest napisana na bardzo wysokim poziomie intelektualnym, jego argumenty oparte są na badaniach naukowych – z zakresu między innymi psychologii czy socjologii. W książce pojawiają się też bardzo interesujące analogie historyczne, odwołania do literatury, a także dowody na rozległą wiedzę autora w tematyce świata biznesu, polityki czy po prostu znajomość ludzkiej natury.

Książka nie jest jeszcze niestety dostępna w języku polskim, mam nadzieję, że wkrótce pojawi się jakieś dobre tłumaczenie. Jeśli jednak możecie i lubicie czytać po angielsku, sięgnijcie po nią już dziś! Jest ona skierowana głównie do osób aktywnie działających na rzecz praw zwierząt, jednak myślę, że właściwie każdy znajdzie w niej coś dla siebie: weganie, wegetarianie oraz wszystkożercy. Wspominając o wszystkożercach, mam na myśli zarówno tych, którzy chcieliby wprowadzić zmiany w swoim życiu, ale nie wiedzą od czego zacząć, jak również i takich, którzy na razie nie planują zmian w sposobie odżywiania, ale chcieliby zgłębić motywację wegan, wyłożoną w wyważony i racjonalny sposób. Jest to również interesująca pozycja dla wszystkich osób, które zajmują się jakimkolwiek aktywizmem czy działają na rzecz jakiejś idei. Do refleksji: jak przekonać innych do swoich racji, nie znielubić całego świata i jak zamiast sojuszników nie narobić sobie wrogów.

Więcej na ten temat:

 

 

 

*Jak stworzyć wegański świat: podejście pragmatyczne.

** Cytat z książki to moje własne, „nieoficjalne” tłumaczenie, jako że publikacja nie doczekała się jeszcze wersji polskiej.

comments

  1. Dzięki za polecenie, chętnie przeczytam! Sama jestem wszystkożercą, ale wraz z mężem staramy się zminimalizować ilość mięsa, które jemy. Przede wszystkim własnie z powodu cierpienia zwierząt. Weganką raczej nigdy nie zostanę, bo jakoś nie wyobrażam sobie życia bez jajek, sera czy miodu, ale mam nadzieje, że moje starania w kierunku wegetarianizmu przyniosą efekty. Najgorsze jest chyba to, że wegetariańska kuchnia wydaje mi się trochę… mdła w smaku. Ale dziś odkryłam, że to kwestia przypraw i gulasz warzywny, którego podstawą był kalafior, był naprawdę pyszny 😀

    1. Sama też nie nazwałabym siebie weganką, chociaż udało mi się już wyeliminować z mojej codziennej diety zdecydowaną większość produktów zwierzęcych, to jednak od czasu do czasu (głównie poza domem) zdarza mi się jadać jajka czy sery. Ale właśne o tym, między innymi, jest ta książka – żeby nie prześcigać się wzajemnie w tym, kto jest najbardziej wegański, ale wspólnymi siłami dążyć do zminimalizowania cierpienia zwierząt. I o tym, że każdy wysiłek podjęty w tym celu się liczy. Co do kuchnie bezmięsnej, to absolutnie nie musi być mdła 🙂 Kwestia dobrania odpowiednich przypraw. Osobiście uwielbiam wędzoną paprykę, indyjskie przyprawy (takie jak kmin rzymski), sos sojowy czy pastę goczujang. Myślę, że każdy może znaleźć coś dla siebie. Mnóstwo inspiracji można znaleźć na kulinarnych blogach, takich jak Jadłonomia czy Wegan Nerd. Powodzenia! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook