Mroczne oblicze turystyki. Jak podróżować, nie niszcząc Ziemi?

Jak pogodzić zamiłowanie do podróżowania ze świadomością ekologiczną i chęcią prowadzenia bezopadowego życia? Czy da się poznawać dalekie kraje, nie przyczyniając się do cierpienia ludzi i innych stworzeń? Jak znaleźć złoty środek między chęcią odhaczania na liście kolejnych zwiedzonych miejsc a dążeniem do możliwie prostego stylu życia, nie obciążającego w nadmierny sposób planety i jej zasobów? Nie znam niestety odpowiedzi na te pytania, ale jednym z moich noworocznych postanowień jest chociaż przybliżyć się do ich znalezienia.

Po przeczytaniu tego wstępu, wiele osób pewnie znacząco popuka się w głowę. Co złego może być w podróżowaniu? Podróż to przecież same pozytywy: poszerzanie horyzontów myślowych, zdobywanie wiedzy, nawiązywanie nowych przyjaźni. To także nauka języków obcych, oderwanie się od codziennej rutyny i gromadzenie cennych wspomnień na stare lata.

Trudno się z tym nie zgodzić. Podobnie jak dla wielu innych osób, tak i dla mnie jedne z najlepszych dotychczasowych życiowych doświadczeń wiążą się właśnie z podróżą: zagranicznym wolontariatem, dwuletnim pobytem w Irlandii, trzymiesięczną wyprawą do Ameryki Południowej, odwiedzaniem znajomych mieszkających obecnie w różnych miejscach w Europie. Jednak im więcej mam lat, im więcej podróżuję i im więcej czytam książek tematycznych, tym bardziej przekonuję się, że podróżowanie ma również swoje mroczne strony. I to całkiem sporo.

Zanieczyszczenia wywoływane przez środki transportu.

Mowa tu przede wszystkim o przemyśle lotniczym, który jest jednym z głównych źródeł emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. Przykładowo, w czasie nieco ponad godzinnego lotu z Londynu do Edynburga, emituje się ok. 33 ton CO2. Przemysł lotniczy jest jednym z głównych „winnych” ocieplenia klimatycznego – według różnych źródeł, produkuje on od 2 do nawet 5% globalnych emisji dwutlenku węgla. W internecie znajdziecie całe mnóstwo kalkulatorów, w których wpisując rodzaj lotu i trasę, możecie uzyskać informację jaki będzie Wasz ślad węglowy w ramach tej konkretnej podróży. Dane różnią się w zależności od trasy, rodzaju samolotu czy klasy, w której podróżujemy, jednak zwykle dla podróży między dwoma europejskimi stolicami będzie to kilkaset kilogramów CO2 na jednego pasażera. Zainteresowanych większą ilością danych liczbowych odsyłam do świetnego artykułu Janusza z bloga Green Projects. To bardzo rzetelny tekst, z którym warto się zapoznać, bo informacje w nim zawarte dobitnie uświadamiają skalę problemu.

Przemysł lotniczy to jeden z największych „winnych” zmian klimatycznych.

Wpływ masowej turystyki na środowisko naturalne i życie lokalnej ludności

Żyjemy w czasach, w których niegdyś owiane aurą tajemniczości i niedostępności miejsca na świecie, są znacznie łatwiej osiągalne dla tłumów. Można by powiedzieć, że to dobrze, bo coraz więcej ludzi ma okazję na własne oczy obejrzeć cuda przyrody i architektury. Z jednej strony to prawda, z drugiej – nie sposób nie zwrócić uwagi na katastrofalne konsekwencje tych tłumnych wizyt. O jakie skutki chodzi? Oto (zapewne niepełna) lista:

Jeśli chcielibyście lepiej zgłębić temat, to powyższe punkty świetnie rozwija w swojej książce „Overbooked” Elizabeth Becker. Moją recenzję tej książki znajdziecie tutaj. Kolejna interesująca pozycja na temat mrocznego oblicza turystyki (głównie w krajach azjatyckich) to „Witajcie w raju. Reportaże o przemyśle turystycznym” Jennie Dielemans. Jej recenzję znajdziecie u Doroty, autorki mojego ukochanego bloga Ekoeksperymenty.

Stoisko z pamiątkami, Cuzco, Peru

Ekologiczny styl życia w podróży

Nawet jeśli na co dzień prowadzicie ekologiczny styl życia, staracie się dokonywać świadomych wyborów zakupowych i ograniczać ilości produkowanych śmieci, z doświadczenia pewnie wiecie, że w czasie podróży zdecydowanie trudniej jest trzymać się zasad. W ferworze przygotowań do podróży, często zapomina się o podstawowych sprawach. Choć normalnie nie kupuję już wody w plastikowych butelkach, kawy czy herbaty w jednorazowych kubkach i unikam przekąsek pakowanych w plastik, to w podróży niejednokrotnie zdarzyło mi się postąpić inaczej. Upał, głód, pragnienie, zmęczenie, nieznajomość infrastruktury w nowym miejscu – te i inne czynniki często sprawiają, że idziemy na kompromis z własnym sumieniem.

Podobnie ma się sprawa z dietą bezmięsną. Na co dzień nie jem mięsa i prawie całkiem udało mi się odejść od produktów pochodzenia zwierzęcego. Jednak będąc w podróży kilkakrotnie zdarzyło mi się sięgnąć po produkty, na które raczej nie skusiłabym się będąc w domu. Większość tradycyjnych narodowych kuchni nie opiera się na roślinach, a popisowe dania poszczególnych krajów zawierają mięso. Pamiętam, jak podczas podróży po Ameryce Południowej zdarzało mi się desperacko chodzić od drzwi do drzwi kolejnych restauracji, pytając o opcje wegetariańskie. Odpowiedź w większości przypadków brzmiała: „Wegetariańskie? Jasne, mamy kurczaka i szynkę”.

Wnioski?

Wnioski są jednoznaczne: podróżowanie to zło i chcąc oszczędzić planetę powinniśmy wszyscy zabarykadować się w czterech ścianach i nie wychylać nosa poza rodzinną wioskę.

Tak byłoby pewnie najprościej, ale raczej się to nie uda. Po pierwsze żyjemy w czasach, kiedy sieci relacji międzyludzkich – czy to rodzinnych, czy biznesowych – sięgają znacznie dalej niż rodzinne miasto, czy kraj ojczysty. Wiele osób ma bliskich w innych krajach, a nawet na odległych kontynentach – bez możliwości jakie daje przemysł lotniczy rodziny te nie miałyby jak się spotykać. Coraz więcej ludzi pracuje w międzynarodowych firmach czy organizacjach i raz na jakiś czas musi udać się w podróż służbową. Studenci chętnie korzystają z możliwości, jakie dają zagraniczne stypendia. Od czasu do czasu każdy z nas ma też po prostu ochotę zmienić otoczenie i popatrzeć na coś innego. Czy tego chcemy czy nie – nie sprawimy, że z dnia na dzień ludzkość po prostu przestanie podróżować. I chyba byśmy tego nie chcieli.

Turyści. Peru, marzec 2017

W nie tak odległej przeszłości, w wielu państwach (w tym Polsce) podróżowanie do innych krajów podlegało ścisłej kontroli władz państwowych. Czasy te mało komu kojarzą się pozytywnie – są to raczej wspomnienia wiążące się ze strachem, niepewnością, brakiem wolności, nieustanną kontrolą.

Poza tym, turystyka ma też oczywiście swoje dobre strony – choćby takie, jak tworzenie miejsc pracy czy obejmowanie opieką pewnych gatunków zwierząt. Tworzenie rezerwatów przyrody i ochrona stworzeń, na które do tej pory bezkarnie polowano – to niektóre z zasług rozwoju przemysłu podróżniczego.

Należy mieć oczywiście świadomość, że przy niewątpliwych atutach, podróżowanie ma także i bardzo ciemne strony, z którymi raczej trudno będzie się uporać w najbliższej przyszłości. Pamiętajmy więc, że nawet tak niewinna sprawa jak wakacje nie pozostaje bez negatywnego wpływu na środowisko czy innych ludzi.

Dobra wiadomość jest taka, że z całą pewnością istnieje kilka sposobów, żeby ten negatywny wpływ zminimalizować. Od jakiegoś czasu staram się tworzyć taką listę pomysłów i bardzo chętnie podzielę się nią w kolejnym wpisie (ten i tak jest już dość długi). Jeśli macie swoje patenty na podróżowanie w duchu (bardziej) eko, również bardzo chciałabym się z nimi zapoznać.


comments

    1. Na pewno jest to możliwe, choć całkowite zrezygnowanie z podróży wydaje mi się dosyć trudne. Na pewno nigdy nie korzystam z usług hoteli sieciowych (z wyjątkiem podróży służbowych, kiedy nie bardzo mam możliwość decydowania). Ostatnio szukam też pomysłów na wakacje w bardziej „alternatywnych” miejscach, do których być może uda się dotrzeć pociągiem. Mam nadzieję, że uda się coś wykombinować 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook