Kilka lekcji o ekologii z Netflixa

Pogoda, jaką od kilku dni mamy w Polsce niestety nie sprzyja długim spacerom czy innym formom spędzania czasu w plenerze. Jeśli w oczekiwaniu na wiosnę spędzacie wolny czas w domowym zaciszu i mielibyście ochotę obejrzeć coś ciekawego wieczorem, to w dzisiejszym wpisie znajdziecie kilka propozycji filmów z platformy Netflix, z którymi według mnie warto się zapoznać.

Jeszcze kilka lat temu w Polsce mało kto słyszał o Netflixie. Dziś natomiast coraz więcej osób korzysta z jego dobrodziejstw. Moim zdaniem oferta Netflixa nie porywa, jeśli chodzi o filmy fabularne, jest za to niewyczerpanym źródłem radości dla fanów seriali i filmów dokumentalnych. Bardzo lubię wszelkiego rodzaju dokumenty, ponieważ jest to dobry sposób na zdobycie wiedzy o sprawach, o których wcześniej nie miało się zielonego pojęcia. Te, które wybrałam dla Was poniżej są oczywiście związane z tematyką bloga (choć mogłabym też polecić ciekawe programy z innych dziedzin;)). Tym razem jednak skupiłam się na filmach poruszających kwestie ochrony dzikich zwierząt, globalnego ocieplenia i turystyki. Poniżej znajdziecie trzy minirecenzje. Jestem ciekawa, który z filmów najbardziej Was zainteresuje.

Gra o białe złoto (The Ivory Game)


Film dokumentalny, który ogląda się trochę jak thriller. Twórcy filmu zabierają nas do trzech afrykańskich krajów – Tanzanii, Kenii i Zambii. Niestety, nie po to, żebyśmy mogli cieszyć się nieziemskimi krajobrazami tych miejsc – choć owszem, stanowią one bardzo piękne tło tej smutnej opowieści. „Gra o białe złoto” to film o nielegalnym handlu pochodzącą z Afryki kością słoniową, dla której głównym rynkiem zbytu są Chiny i Hong Kong. Oraz o ludzkiej chciwości, która doprowadziła do drastycznego spadku populacji słonia afrykańskiego. Oglądając film, stajemy się świadkami nierównej walki afrykańskiej policji i pracowników organizacji pozarządowych toczonej przeciwko kłusownikom i grupom przestępczym czerpiących z handlu kością słoniową niewyobrażalne zyski. Dowiadujemy się też sporo o samych słoniach, ich zwyczajach, inteligencji, emocjach i żałobie, towarzyszących im za każdym razem, gdy ginie członek stada.

„The Ivory Game” to jednak przede wszystkim film o ludziach. Z jednej strony tych, którzy u większości widzów zapewne wzbudzą wstręt, bo nie szanują życia, a jedyne, co mają na względzie to powiększenie osobistego majątku. Mam tu oczywiście na myśli osoby stojące u szczytu hierarchii zorganizowanych grup przestępczych – w filmie nie pojawia się zbyt dużo informacji o motywacjach i poziomie świadomości ekologicznej szeregowych kłusowników. Tu sprawa może być nieco bardziej złożona, dlatego nie podejmuję się tu wydawać żadnych ocen, bo po prostu brakuje mi wiedzy. Jednak większość bohaterów filmów, to osoby, które z poświęceniem (często narażając własne życie i zdrowie) walczą o to, żeby słoń afrykański nie stał się jednym z gatunków, które wkrótce znikną z powierzchni Ziemi. Te osoby to między innymi aktywiści Craig Miller z Big Life Foundation czy Ian Craig z The Northern Rangelands Trust. To także chiński dziennikarz Hongxiang Huang zbierający dowody na nielegalny handel kością słoniową w Chinach oraz Andrea Crosta z Elephant Action League. To bohaterowie filmu, którzy od pierwszego spotkania budzą sympatię i szacunek, bo działania, które prowadzą z pewnością nie należą do bezpiecznych. A mimo tego – uważają, że słonie są ich warte.

„Gra o białe złoto” to naprawdę piękny film – fascynujący, a jednocześnie bardzo smutny. Między innymi dlatego, że uświadamia nam, że za już za kilkanaście lat słoń afrykański jako gatunek może przestać istnieć.

Czy czeka nas koniec? (Before the Flood)

„Czy czeka nas koniec?” to film, w którym główną rolę odgrywa Leonardo DiCaprio. Choć może bardziej właściwe byłoby stwierdzenie, że główną rolę odgrywa tutaj globalne ocieplenie, a słynny aktor jest w nim naszym przewodnikiem po świecie dotkniętym zmianami klimatycznymi.

O ile „Gra o białe złoto” koncentruje się na jednym, bardzo konkretnym temacie, to w „Czy czeka nas koniec?” omawiany jest cały wachlarz problemów, stanowiących przyczynę obserwowanych obecnie zmian klimatycznych. Przy tej okazji warto wspomnieć, że DiCaprio jest jednym z producentów obu tych dokumentów. Aktor w 2014 został powołany przez Sekretarza Generalnego ONZ, Ban Ki Moona, do pełnienia funkcji tzw. Posłańca Pokoju. W ramach obowiązków związanych z tą rolą prowadzi szereg działań na rzecz walki z globalnym ociepleniem. Film „Before the flood” jest jednym ze sposobów na dotarcie do szerszej publiczności i zainteresowanie jej tym tematem.

Znane nazwisko otwiera wiele drzwi i pozwala dotrzeć w miejsca niedostępne zwykłym śmiertelnikom. Dzięki temu, widzowie wyprodukowanego przez DiCaprio filmu mają okazję na własne oczy zobaczyć skutki globalnego ocieplenia oraz powodowanych przez człowieka zniszczeń ekosystemu na wszystkich kontynentach. Oglądając „Before the flood” odbywamy wirtualną podróż na Arktykę, do Patagonii, lasów Sumatry i Borneo, a także tętniących życiem miast amerykańskich zmagających się z katastrofami naturalnymi, u których podłoża leży globalne ocieplenie. Możemy też posłuchać wywiadu z różnymi osobistościami ze świata nauki, technologii i polityki – między innymi z twórcą Tesli i SpaceX, Elonem Muskiem. Na mnie największe wrażenie zrobiły słowa prezydenta Obamy o sukcesywnym zmniejszaniu się światowych zasobów naturalnych i wynikających z tego zagrożeniach dla stabilizacji i pokoju w wielu miejscach na świecie.

W filmie omawiany jest cały szereg problemów i zagadnień: produkcja oleju palmowego, kwestie związane z transportem, konsekwencje produkcji mięsa i niepohamowanej konsumpcji, której oddają się bogate społeczeństwa. DiCaprio zadaje dużo pytań, ale nie zawsze znajduje na nie odpowiedzi. Wnioski płynące z filmu są przygnębiające, niewiele znajdzie się w nim powodów do radości. Dlatego też według mnie jest to film do obejrzenia przede wszystkim przez tych, którzy nie wierzą w wywoływane przez ludzi zmiany klimatyczne. Lub tych, którzy do tej pory nie zaprzątali sobie nimi głowy.

Dark tourist

Jest to dokumentalny serial, w którym nowozelandzki dziennikarz David Farrier podróżuje do miejsc związanych z tak zwaną mroczną turystyką. Określenie „dark tourism” odnosi się do podróży w miejsca kojarzące się ze śmiercią i przemocą, będące w przeszłości sceną dla ludobójstwa, morderstw czy działań zorganizowanych grup przestępczych.

Zdecydowałam się wspomnieć o tym serialu, choć sposób w jaki został zrobiony w gruncie rzeczy bardzo mi się nie podoba. David Farrier, (skądinąd bardzo sympatyczny) podchodzi do tematu w sposób płytki i według mnie trywializuje sprawę. Odnoszę też wrażenie, że odwiedzane społeczności i swoich rozmówców traktuje z ukrywaną pod miłym uśmiechem protekcjonalną wyższością. Uczciwie jednak przyznam, że obejrzałam dopiero trzy odcinki i być może zmienię zdanie po zapoznaniu się z kolejnymi – czas pokaże.

Dlaczego zdecydowałam się napisać o tym programie tutaj? Bezpośrednio nie ma on przecież wiele wspólnego z ekologią. Jednak te osoby, które czytały ostatnie wpisy na blogu, wiedzą, że duża część treści krąży wokół tematu turystyki i podróżowania. Poszukuję odpowiedzi na pytanie, czym właściwie jest odpowiedzialna turystyka i dochodzę do wniosku, że chodzi w niej nie tylko o szacunek dla środowiska naturalnego, ale także dla ludzi zamieszkujących odwiedzane tereny. Wydaje się, że mroczna turystyka często jest jej całkowitym zaprzeczeniem.

O zjawisku mrocznej turystyki pisałam już przy okazji recenzji książki „Overbooked„. Jej autorka – Elizabeth Becker – pisze o tym problemie w kontekście miejsc związanych z ludobójstwem w Kambodży. Jeśli chodzi o rzetelność, wiedzę i fachowe podejście do tematu to książka Becker oczywiście bije na głowę serial Farriera. Myślę, że mimo wszystko warto obejrzeć jeden lub dwa odcinki, żeby poznać kilka innych przykładów miejsc przyciągających turystów o makabrycznych zainteresowaniach. I po to, żeby uświadomić sobie, jak bardzo modny stał się ten trend w turystyce.

Nowozelandzki dziennikarz podróżuje w tym celu po kilku kontynentach. Zabiera nas między innymi do Kolumbii na wycieczkę śladami Pablo Escobara, na której przewodnikiem jest dawny członek kartelu najsłynniejszego kolumbijskiego przestępcy. Nie wiem, jak Wam, ale jak dla mnie idea uczestnictwa w wycieczce z mordercą kilkuset osób w roli przewodnika wydaje się co najmniej kontrowersyjna. Zwłaszcza jeśli przewodnik z dużym entuzjazmem i bardzo realistycznie odtwarza sceny ulicznych egzekucji sprzed lat. Co z tego, że to „tylko” inscenizacja.

Farrier dołącza też do grupy żądnych adrenaliny turystów wcielających się w rolę nielegalnych migrantów próbujących przedostać się z Meksyku do Stanów Zjednoczonych. Towarzyszy grupie rozchichotanych młodych kobiet, które w ramach wieczoru panieńskiego wybrały się na spacer śladami seryjnego mordercy z Milwaukee. W Japonii odwiedza miejsca skażone radioaktywnie, w których poziom promieniowania wielokrotnie przekracza bezpieczny dla ludzi próg. Eksploruje też las samobójców, często wspominany w japońskiej literaturze. Obserwując dziennikarza i jego towarzyszy podróży, zadaję sobie nieustannie pytanie: „Po co oni to robią?”

Choć sam Farrier dystansuje się od rozentuzjazmowanych „mrocznych turystów” i podkreśla kilkukrotnie, że występuje w roli badacza pewnego zjawiska, to czasami odnoszę wrażenie, że sam czerpie pewną frajdę z odwiedzania tego rodzaju miejsc. Gdy patrzę na grupy roześmianych turystów pozujących do zdjęć w miejscach prawie zawsze związanych z wielką tragedią to odczuwam niesmak i przerażenie na myśl o kierunku, w jakim zmierza nasze społeczeństwo.

Nowozelandzki dziennikarz uważa, że odwiedzanie tego rodzaju miejsc jest czasem konieczne – choćby po to, żeby lepiej zrozumieć historię czy docenić spokój własnej egzystencji. Według mnie jednak nie jest to cel wart przemierzenia tysięcy kilometrów i zostawianego po drodze śladu węglowego. Historia tych miejsc na pewno jest w większym czy mniejszym stopniu interesująca – trudno temu zaprzeczyć. Jednak dobra książka czy film lub kilka rzetelnych artykułów prasowych dostarczyłyby zapewne bardziej pogłębionej wiedzy i refleksji na każdy z wyżej wymienionych tematów niż kiczowate inscenizacje wydarzeń z przeszłości. Rezygnacja z tego rodzaju podróży pozbawiłaby jednak wiele osób możliwości zrobienia efektownego zdjęcia do mediów społecznościowych i tu jest chyba sedno problemu. Tak naprawdę, bardzo dużo zależy od motywacji i zachowania samych turystów w odwiedzanym miejscu. Nie zawsze, ale bardzo często są one bardzo płytkie i balansują na granicy dobrego smaku.

A Wy, co sądzicie o mrocznej turystyce?

Jeśli macie do polecenia inne filmy związane z ekologią i odpowiedzialną turystyką, bardzo chętnie się z nimi zapoznam. Piszcie tytuły w komentarzu lub w formularzu kontaktowym na blogu.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook